niedziela, 7 lutego 2021

O murach.

To krótki tekst o murach. Wiedz proszę, że to moje mury. Zgaduję, że Twoje są całkiem inne. Jest więc to kilka zdań, mądrych, głupich, a może nieistotnych, ale zaledwie o mnie.

Zawsze w pewnym momencie docieram do miejsca, gdzie brakuje przestrzeni, aby zmieścić moje myśli, poglądy i uczucia. Czuję wtedy, że koniecznie potrzebuję trochę więcej miejsca. Żeby iść dalej. Żeby móc funkcjonować na nowych obszarach, bardziej odpowiednich do zmian, które we mnie następują. Patrzę wstecz i widzę stare mury. Te które już pokonałem. Na środku każdego z nich stoją małe drzwiczki. Murów jest za mną nieskończona ilość, a ja posiadam klucz do każdych z nich. Jest więc to niezwykle bogaty pęk kluczy. Wszystkie wykonane są z różnych materiałów, posiadają inne kształty i wielkość. Kiedy tak postanawiam, klucze nie ważą nic. Są wtedy zaledwie nieszkodliwym konstruktem mojej wyobraźni, zebranym w odpowiedniej szufladzie umysłu. Czasami się zapominam i wtedy ważą zbyt dużo, żebym mógł je dźwignąć. Kiedy czuję ten ciężar, to zdaję sobie sprawę, że droga wstecz jest możliwa i bardzo prosta, a drzwi, które zostały raz przekroczone, można przekroczyć ponownie. Wstecz. Muszę się więc mieć na baczności. Ponieważ nie chcę wracać i nie chcę także, aby coś oderwało moje spojrzenie od obranego celu. Patrzę więc naprzód. Na nowy mur, przez który prawie nic nie widać. Uderzam więc głową, i oto wyłania się z wyłomu promyk słoneczny. Z mojej głowy leci natomiast ciepła stróżka krwi. To nic. My ludzie najlepiej uczymy się z bólu. Mnie samego ból nauczył wszystkiego, co wiem.

Na drodze spotykam ludzi. Jedni starają mi się swoją obecnością powiedzieć o tym, co mi służy, inni mówią o tym, czego nie kocham. Niektórzy za swoje prawdy biorą ode mnie pieniądze. Jednak wskazówki tych, którzy w garderobie za moją prywatną sceną wdziewają kostiumy, na potrzeby odegrania pewnej roli w moim życiu, a robią to nie licząc na jakąkolwiek zapłatę - te drogowskazy zwykle okazują się najbardziej cenne. Z czasem zaczynam na dłoni odczuwać kształt nowego klucza i materiału z jakiego został wykonany. Składa się ze stopu wszystkich wydarzeń, wszystkich ludzi i całej analizy drogi, na jaką mnie stać na danym etapie podróży. W końcu mur staje się przezroczysty. Jest teraz zbudowany z nieskazitelnego szkła. Mogę przez niego spojrzeć, a po drugiej stronie widzę łagodną i mądrą przestrzeń, idealną na kształt mojej duszy. Jest na wyciągnięcie ręki, jednak ja nie potrafię przebić szkła, a klucz jest wciąż niekompletny. Moja frustracja narasta z każdym dniem. Chcę już być po drugiej stronie, ale nie wiem jak i czuje się bezsilny. Walę więc w szkło pięściami i krzyczę z bólu i zawodu. Wtedy cierpię najbardziej, a to cierpienie mnie usypia.

Kiedy śpię, ukryta w podświadomości część mojej osobowości dobiera ostatnie składniki do potrzebnego mi klucza. Kiedy ten jest gotowy, otwiera niewidzialne drzwi w szklanej ścianie, a mnie samego ciągnie bezwładnego po ziemi za kołnierz, przez uchylone teraz skrzydło wrót. Budzę się i wiem, że jestem już po drugie stronie. Jestem w końcu znowu spokojny i szczęśliwy. Nie pamiętam jednak, jak tam trafiłem. Przecież spałem. Nie posiadam więc rozwiązań i nie mam także rad dla innych stojących przed swoimi murami. Wiem, że do pewnych miejsc nie da się dojść. Można się w nich po prostu znaleźć. Wtedy kiedy jesteśmy już na to gotowi.

Często słyszę w mojej krainie, że ktoś ma gotowe rozwiązania na pokonywanie wszelkich murów. Zasady i wytyczne na dobre, słuszne życie. Uważam jednak, że nic podobnego na tym świecie nie istnieje. Albo istnieje w sposób wieloraki i nieskończony. 

Dla każdego stworzone zostało jego własne rozwiązanie tajemnicy przekroczenia muru.

Nie mniej, nie więcej. Taka jest droga.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza