niedziela, 17 lutego 2019

Z listów Głupca (5): Do Ciebie, choć Cię nie ma

Nie ma Cię już długo, ale śnisz mi się regularnie te kilka razy w miesiącu. Że jednak żyjesz, że wstałeś z grobu z martwych. I budzę się cały zlany potem i pełen strachu, że to prawda. Czasami patrzę na całą schedę, którą mi po sobie pozostawiłeś, wzbogacając moje życie na granicy ubóstwa i także ogarnia mnie strach. Że musisz czaić się gdzieś za rogiem, wśród rzeczy, które po Tobie pozostały, aby wyrządzić mi krzywdę. Nagle, niespodziewanie i bez powodu. Ale Cię nie ma. I kiedy strach już mija to staram się z Tobą dogadać i lepiej zrozumieć. Nie ma już we mnie tej dzikiej nienawiści co kiedyś. Pozostał żal, że nie udało mi się Ciebie uratować. Widzę Cię w każdej pijanej osobie, którą spotykam na Dworcu. Do tego stopnia, że mam wrażenie, że z Tobą rozmawiam. Dziś musiałem taką osobę obezwładnić, położyć na ziemię i nie zrobiłem tego w spokoju za co jest mi ogromnie wstyd. Kierował mną okrutny gniew. Bo położył rękę na kobiecie. I dziś Ci podziękowałem, kiedy było po wszystkim. Że tak bardzo zaprawiłeś mnie w boju, że czuję w takich sytuacjach tylko gniew, żal, a to wszystko na granicy okrutnej obojętności. Podziękowałem Ci, że boję się chyba tylko Ciebie. Choć nie żyjesz.

Dziś umarła Ira. Jest mi trudno w to uwierzyć, ale to nie znaczy, że nie przyjąłem tego do wiadomości. Ira była przemiłą młodą kobietą, z którą rozmawiałem przez telefon zaledwie kilka dni temu. Była naszym kontaktem pomocy humanitarnej na wchodzie Ukrainy. Moja pierwsza myśl, to że ją zastrzelili, Rosjanie, separatyści, Boże, łatwo jest ferować wyroki na narodach. Na razie wiem tylko, że zatrzymało się jej serce. Nagle i niespodziewanie. Ira gościła w moim domu zeszłego lata, niestety pod moją nieobecność. Dzięki niej masa ubrań trafiła od nas do dzieci z ukraińskiego sierocińca. Teraz miały trafić na wieś pieluchy dla seniorów. I doprawdy nie wiem co będzie dalej. Jesteś w lepszym miejscu? Cholera. Ira, pękło Ci serce przez ten świat?

I czasem myślę, że i mi pęknie. Jakiś czas temu wieźliśmy samochód pełen darów razem z A. do małej noclegowni na wsi. Wiedzieliśmy, że noc wcześniej zmarł tam człowiek. Bezdomny, jeden z wielu, którzy tam trafiają. Nie widzieliśmy tylko, że został pobity na śmierć przez współlokatorów. I co robić? Pomagać, nie pomagać? Wygodną jest myśl, że w tym całym bagnie pomoże się jednej osobie, która na tę pomoc zasługuję. Ale komu jest oceniać, kto zasługuje na pomoc? Na pewno nie mi. Pomoc to posługa i tak powinno pozostać. Mnie ta pomoc trzyma na powierzchni. I jest to o mnie okrutna prawda.

Jestem wdzięczny za to, że jestem teraz tutaj gdzie jestem, w takiej formie jaką obecnie przedstawiam. To jest zdecydowanie moje miejsce, choć trudno mi to wytłumaczyć jakimikolwiek słowami. Czuję się wśród wszystkich zatraceńców jak w rodzinie. Nawet jeśli w domu nadal często odpowiada mi tylko echo, to i tak przecież coraz rzadziej. Poza tym samotność to dla mnie wygodne bezpieczeństwo. I co mam z tym zrobić, doprawdy nie wiem.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza