niedziela, 28 czerwca 2020

Z listów Głupca (7): Do rodziny.



Skoro to był tak okrutny dzień, to dlaczego tak mi dobrze? Wściekłe i smutne psy zaniosłem do ich kojców i dałem jeść. Pogryzły mnie przy tym okrutnie, ale przecież to Ja. Śpiewam sobie z Eddiem na cały regulator, bo przecież czuję to jak nigdy:

„Nie potrzebuję kasku, mam twardy, twardy łeb
Daj spokój z tą peleryną, i tak już przemokłem do suchej nitki
Daruj bandaże, straciłem już za dużo krwi
Nie chcę twej pomocnej dłoni, bo mam przytwierdzone obie ręce”

I ci ze zdjęcia już dawno pod ziemią, więc nie ma się co napinać, bo i my dzięki Bogu odejdziemy. A z nami wszystkie nasze animozje.

Howgh!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza